Kategorie: Wszystkie | BLOG | O MNIE | PORADY
RSS

BLOG

środa, 30 marca 2011

Tak...wiem...Znowu długo nie pisałam. Przesilenie wiosenne daje mi się we znaki i po całym dniu pracy mogę tylko tępo gapić się w telewizor. Obiecuję jednak poprawę, kupiłam sobie witaminy ( mimo że nasz fryzjer Tomek kategorycznie nakazał mi zamiast nich jeść surowe warzywa :)), zamierzam teraz działać ze zdwojona siłą. Już jutro wstawię porządny post o przebiegu metamorfozy Moniki i o tym co wybieram z letnich trendów, a dzisiaj chciałam tylko zaprosić wszystkie Panie na ciekawe przedsięwzięcie o nazwie "Kupuję kiecę i lecę", które będzie miało miejsce w najbliższą sobotę w klubokawiarni MAM OCHOTĘ przy ulicy Grójeckiej 75.

Mianowicie każda z Pań pakuje swoje niechciane, nietrafione, przykrótkie, przydługie itp ciuszki, metkuje je imieniem, nazwiskiem i atrakcyjną ceną, po to by sprzedać je przybyłym oraz zakupić od nich nowe-stare rzeczy po równie atrakcyjnych cenach. Najfajniejsze :) jednak jest to, że przybędę tam po to, by pomagać, doradzać, odradzać, tłumaczyć...a za 20 zł makijażystka zrobi każdej chętnej expresowy makijaż. ZAPRASZAM!!!



23:41, martagalka , BLOG
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 marca 2011

Istnieją w modzie rzeczy, które "łykam" od razu i takie, których nie "łykam" wcale. Do tych pierwszych zalicza się niewątpliwie moda na noszenie dwóch torebek - mam wrażenie, że pojawiła się już ze dwa sezony temu, ale wraca... Pośrednio jest odpowiedzią na laptopy, które stały się powszechne jak komórki, ale jeszcze nie mieszczą się w kieszeni. Drogie Panie - zamiast kupować brzydactwa z serii "torba na laptop", noście dwie torebki :) Popatrzcie i inspirujcie się :


15:54, martagalka , BLOG
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 marca 2011

Pewien czas temu przyszła do nas Monika, narzekając na brak pomysłów na siebie, problem z dopasowaniem odpowiednich kolorów, fasonów i rozmiarów, ponieważ paniom z rozmiarem 52-54 nie jest u nas łatwo.

 

Monika ma 36 lat i jakiś czas temu zupełnie pogubiła się w tym co jest dla niej a co nie. Najprościej mówiąc - pracę z nią zaczynamy od podstaw, dopasowujemy styl ubierania, fryzurę, makijaż a nawet biustonosze :) Tworzymy nową osobę :) Poszczególne etapy, za zgodą samej zainteresowanej będę pokazywać i opisywać na blogu. Mamy już za sobą analizę kolorystyczną i analizę sylwetki a wczoraj zmieniliśmy fryzurę.

Monika jest kolorystycznym latem, czyli chłodnym, nieco zamglonym i poszarzałym typem, lubiącym takimi kolorami się otaczać. Biorąc pod uwagę to, że nie jest kruchutką, filigranową kobietką, postanowiłyśmy do typowych szarości letnich dorzucać trochę zwariowanych kolorów i dużej biżuterii. Doda to "pazura" i nie przytłoczy jej nieco szalonego i wesołego charakteru. Kolory u osób puszystych są bardzo wskazane. Żółtawy odcień na włosach i fryzura "na babcię" zupełnie nie pasowały i wołały fryzjera już od pierwszego wejrzenia. Dlatego oddałam je w ręce współpracującego z nami Tomka, któremu w kwestii fryzur ufam bezgranicznie.

 

Z tak krótkich włosów niewiele można wyczarować, ale już sama zmiana koloru na taki o kilka tonów ciemniejszy i chłodniejszy wiele pomogła. Asymetria i lekki nieład odjęły Monice co najmniej 10 lat i wyszczupliły buzię. Kolejne kroki to przegląd szafy, brafitting, zakupy, makijaż ... Zachęcam do śledzenia :) A niżej Monika PO :



17:01, martagalka , BLOG
Link Komentarze (1) »
środa, 02 marca 2011

Ostatnio przeżywam prawdziwy wysyp Klientek o figurze jabłko, czyli tych, u których punkt ciężkości umiejscowiony jest w brzuchu. Charakteryzują się one szczupłymi kończynami, średnimi biustami, dużymi brzuchami, które za wszelką cenę pragną ukryć. Robią to dość nieudolnie, dlatego przeglądam stosy ubrań tego rodzaju:

Worki, namioty, rozciągnięte bluzy...Oczywiście nie widać w nich obwisłego brzucha,ale obawiam się, że nawet gdyby miały trzy piersi to nikt by tego nie zauważył przez warstwy okropnych ubrań. Ciało w nich nie ma wielkiego brzucha, ponieważ całe jest jedną, wielką kulą. Moje Klientki już poznały "swoje" fasony i teraz wyglądają o 10 kilko szczuplej, ale czytającym mojego bloga pragnę przekazać słowo-klucz dla figury jabłko - EMPIRE! Fasony empirowe to te odcinane pod biustem. Nie tylko nudne, pseudo ciążowe bluzki i sukienki, ale wszystko co ma odcięcie pod biustem. Oczywiście jest kilka innych sposobów na brzuszek, ale jak zapamiętacie naczelną zasadę - reszta to juz z górki ;)


15:12, martagalka , BLOG
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 lutego 2011

Baz ubraniowych ciąg dalszy...Skoro mamy już buty, czas na sukienkę :) Bo tak najłatwiej i najszybciej - dobieranie spódnic, spodni, bluzek może stważać problem osobom mniej kreatywnym ubraniowo i nie tylko. Dlatego została wymyślona mała czarna. Pasuje do wszystkiego, można dostosowywać ją do okazji. No ale...Niby mała, niby czarna, ale jaka konkretnie...? Przede wszystkim podstawowa sprawa, coś co powtarzam podczas każdej analizy kolorystycznej - NIE DLA KAŻDEGO CZARNA!!!. Czerń jest kolorem zimy i tylko ona wygląda w niej ładnie i elegancko. Inne typy kolorystyczne powinny nosić odpowiednio - lato-grafit, jesień i wiosna - ciemne brązy. Kiedy wiosna ubierze się w czerń - wygląda smutno, cera robi się ziemista, traci blask. Jeśli będąc typem innym niż zima, zakupiłyście już czarną sukienkę - uratujcie ją dodatkami w odpowiednich kolorach.

Teraz zastanówmy się nad fasonem. Oczywiście każda sylwetka wymaga innego "opakowania", ale najbardziej uniwersalnym modelem, takim w którym wszystkie Panie się obronią, bez względu na figurę jest fason empirowy(odcinany pod biustem), z dekoltem w serek, rękawem 3/4 (lub nieco krótszymi)o długści lekko za kolano. Panie o bardzo wąskich ramionach mogą dołożyć marszczenia na rękawach lub bufki. Przykłady poniżej:


16:29, martagalka , BLOG
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lutego 2011

Od dzisiaj, pełną parą ruszył na facebooku fanpage mojej firmy :) Dziękuję wszystkim, którzy już dali się zaprosić oraz tym, którzy w przyszłości wyrażą swoje zainteresowanie. Posty z bloga będą tam przekierowywane więc wszyscy zainteresowani mogą być na bieżąco :)

Niedawno w moje ręce wpadła książka Niny Garcii "Klasyczna setka" z pięknymi ilustracjami Rubena Toledo. Tematem przewodnim są ponadczasowe ubrania i dodatki - zawsze modne, nie starzejące się, takie które każda kobieta powinna w swojej szafie mieć. Skłoniło mnie to do refleksji nad moimi "klasykami" oraz Pań, które do mnie przychodzą po poradę. Każda z nich, właściwie bez wyjątku marzy o dwóch rzeczach:

  • własnym, niepowtarzalnym ( a przynajmniej rozpoznawalnym i pasującym do osoby) stylu ubierania
  • zebraniu w szafie zestawu ubrań - baz, w taki sposób, żeby zawsze mieć się w co ubrać, żeby wszystko do siebie pasowało i wyglądało świetnie o każdej porze dnia i na każdą okazję

Jest kilka sposobów na osiągnięcie takiego idealnego stanu w szafie a jednym z nich są wspomniane klasyki.

Zacznę od butów i na nich dzisiaj również skończę, żeby nie zanudzać :)

Baleriny, Havaiany, szpilki - to nie jedyne jakie trzeba mieć, ale nie można ich nie mieć. Baleriny uwielbiam od zawsze, kojarzą mi się z elegancją francuzek - klasycznych, szczupłych, ciemnowłosych , zawsze w ubraniach najlepszej jakości. Havaiany to moje odkrycie z czasów, kiedy jeszcze nie było ich w Polsce. Mam czarne - sa niezniszczalne, niezatapialne i niezastąpione. Suszenie Havaianów papierem toaletowym po kąpieli to moje coroczne wspomniennie z wakacji :) No i szpilki - wiadomo...Czarne do czarnych rajstop wydłużają nogi, cieliste na gołe stopy robią to samo, wszystkie pozostałe są po prostu ładne i sexowne, pod warunkiem, że nie skracamy sobie nóg paskami wokół kostki.




 

23:23, martagalka , BLOG
Link Komentarze (2) »
niedziela, 30 stycznia 2011

Chociaż sama w ciąży nie jestem, przez ostatnie tygodnie brzuchy mnie prześladują i skłaniają do przemyśleń.

Przede wszystkim magazyn "Dobra mama" zaproponował mi napisanie artykułu o modzie ciążowej i wystylizowanie sesji zdjęciowej, co też uczyniłam, ale efekty pracy pokażę w następnym wpisie - muszę zdobyć zdjęcia w wersji elektronicznej :)

Druga sprawa to rzeczona moda ciążowa. Z przykrością stwierdzam, że polskie przyszłe mamy nie szaleją ze stylizacjami, gorzej - wyglądają kiepsko. Wyróżniam 2 rodzaje trendów na naszych ulicach :

1. Klasyka - ciuszki zdjęte z półek ciążowych, trochę z internetu - proste, nie przekombinowane, nudne, ale i tak lepsze od numeru 2

2. Jestem w ciąży więc: nie farbuję, nie golę, nie maluję, nie noszę obcasów...Chodzę tylko powoli, głaszczę się po brzuchu, mam uduchowiony wyraz twarzy i niejedne ogrodniczki...

Nie chcę oczywiście powiedzieć, że nie ma dobrze ubranych przyszłych mam. Ja tylko na nie nie trafiam. Większość to te opisane wcześniej. A wystarczy niewiele - w pierwszym przypadku trochę dodatków, w drugim wiedzy i odwagi ( lakier do paznokci nie przenika w żaden tajemniczy sposób do mózgu dziecka a farba do włosów nie powoduje zmian genetycznych ...)

Przykładem prze-świet-nie ubranej "ciężarówki" jest a właściwie była, bo to już jakiś czas temu - Miroslawa Duma:


No ale ... Mało która z nas ma takie środki i możliwości jak ona, więc należy zejść trochę na ziemię. A ziemią jest Pani z bloga UnderbaraClara. Lubię Skandynawię ( jest Szwedką o ile dobrze wyczytałam), ich ekologiczny styl życia i kobiety, które piorą, gotują, wychowują dzieci a przy tym wyglądają olśniewająco. Tak jest - byłam, widziałam, podziwiam :) Kobieta powinna być przecież damą w salonie, kucharką w kuchni itd .... :)) Drogie Panie - czerpcie inspiracje całymi garściami.



19:01, martagalka , BLOG
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 grudnia 2010

Kilka dni temu, z sobie tylko danym refleksem, postanowiłam kupic buty na zimę. Postanowiłam również nie wydac na nie zbyt dużo pieniędzy, bo mimo że jeżdżę samochodem, sól niszczy wszystko poniżej kolan i nie pozwala instynktowi skąpca sięgnąc w głębsze zakamarki portfela. Postanowiłam pochodzic po Zarach, H&M-ach, Stradivariusach i tym podobnych. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam kilka interesujących modeli, ale nie zmienia to faktu, że nadal biegam w kaloszach a na półce z butami pusto...Dlaczego?

No właśnie...Mam obsesję na punkcie wyszczuplania i wydłużania nóg, zarażam nią moje Klientki i wychodzę z założenia, że jeśli nie jest się 180-ciocentymetrową chudziutką modelką, uatrakcyjnianie nóg powinno stac się rutyną. Najprostszy sposób to czarne rajstopy, czarne buty, lub wersja alternatywna - bez rajstop, cieliste buty. Ale co jeśli modne są takie fasony?

Trzeba pójśc na kompromis. Aldo na samej górze to mój faworyt, ale niedośc, że jasny kolor skróci nogi to jeszcze "skarpeta" za kostką sprawi, że noga będzie potężna. Jeśli nie można kupic czarnych, zgrabnych bucików, to miło będzie jeśli kostka będzie odsłonięta. To moje typy z wyższych półek. Bardziej delikatne i kobiece, w trochę innym stylu, ale chyba bardziej moje ... Mam nadzieję, że wreszcie znajdę coś dla siebie za trochę mniejsze pieniądze ...


15:11, martagalka , BLOG
Link Komentarze (2) »
środa, 08 grudnia 2010

W sobotę Marta i Mariana miały przyjemność poprowadzić wieczór panieński z metamorfozą w studio fotograficznym GRANDESSA ( www.grandessa.pl ) :)))))

Zarówno studio jak i towarzystwo bardzo nam się podobało, chociaż trzeba przyznać, że droga do tego miejsca jest rodem z filmów grozy - siwy, brzydki pan w budce przy szlabanie, niedoświetlone tereny starej fabryki,  klatka schodowa mająca lata świetności i urody dawno już za sobą, przerażający wózek inwalidzki rodem ze szpitala polowego ... Nic nam jednak nie jest straszne, pokonałyśmy komunistyczny krajobraz po to by nieść pomoc tym, którzy jej potrzebują :))) Dziewczyny twierdzą, że im się podobało, chociaż niektóre do dzisiaj nie mogą pogodzić się z tym, że kolory jesieni nie są dla nich :) Całość trwała znacznie dłużej niż przewidywano, ale chyba ani nam ani im nie było z tego powodu smutno:)



16:34, martagalka , BLOG
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 listopada 2010

Plisowana spódnica budzi we mnie skrajne skojarzenia: z jednej strony szkolone a z drugiej starobabcine. Pamiętam jak biegałam w granatowej na wszelkie PRZEnajważniejsze gale w podstawówce a moja babcia biega w takiej do dziś...

Muszę przyznać, że posiadam w swojej wcale nie przepastnej szafie czarną plisowaną spódnice zakupioną jakiś czas temu w secondhandzie. Rzadko ją zakładam,ale jeśli już to zawsze z koszulą w kratę i paskiem w talii. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że takie połączenie przełamuje trochę jej specyficzny charakter. W koszuli w kratę babcia nie chadza a i ja na zakończenie roku szkolnego decydowałam się na bardziej klasyczną biel.

Patrząc na to zdjęcie widzę jeszcze jedną wersję, w której mogła bym wyjść na ulicę. Komplet idealny - nawet białe buty mi nie przeszkadzają, choć zwykle dyskwalifikują wszelkie zestawy. No i ten męski zegarek ... Lubię.

Poniżej mój pomysł na plisowana spódnicę, dla osób, które podobnie jak ja nie lubią żeglować po bezkresnym morzu kolorów i wolą być szarzy ... Ta feria barw na koszuli jest szczytem szaleństwa na jakie sobie pozwalam blisko twarzy.


23:29, martagalka , BLOG
Link Dodaj komentarz »